to top

Arashiyama – zielona strona Kioto

Podczas naszego trzytygodniowego pobytu w Osace odbyliśmy wycieczkę do pobliskiego Kioto. Mieszkaliśmy na przedmieściach Osaki, dlatego podróż do Kioto zajęła nam 2 godziny. Przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w bentō – czyli danie kupowane na wynos (bądź przyrządzane w domu), składające się z kilku małych potraw. Niektóre takie pudełka na stacji Shinkansenów kosztują nawet 200 zł, jednak na zwykłych stacjach to koszt mniejszy niż 30 zł. Są naprawdę dobre i jedno takie pudełko idealnie starcza na drugie śniadanie dla całej naszej rodziny.

Po 4 przesiadkach dotarliśmy do Arashiyama, dzielnicy położonej w północno-zachodniej części Kioto. Po wyjściu z dworca poczuliśmy świeży powiew rześkiego, górskiego powietrza, choć wysoka temperatura dawała się we znaki. Wokół pełno turystów, kolarzy, ludzi przebranych w kimono. Wszystko świetnie oznakowane, więc bez korzystania z Mapy Google (z którą zawsze zwiedzamy każde miasto) poszliśmy w stronę Małpiego Parku. Aby dotrzeć na szczyt gdzie w ciągu dnia przebywają małpy trzeba pokonać 20-30 min drogi pod górę. Wózek zostawiliśmy przed wejściem do parku i zaopatrzyliśmy się w kilka butelek wody (oczywiście kupiliśmy w automacie, które można znaleźć na każdym kroku w Japonii). Samuela śpiącego przełożyliśmy do nosidła i wyruszyliśmy w drogę. Dostaliśmy darmowe wachlarze, którymi wachlowałam dzielnie idącego Hugo. W taki upał wejście nawet na niski szczyt jest wyzwaniem ? Gdy już pot zalewał nam oczy dotarliśmy na miejsce. Piękny widok na panoramę miasta rekompensuje całe zmęczenie, którego doznaliśmy podczas wejścia. Oczywiście małpy stanowiły również dużą atrakcję.

W parku obowiązują trzy podstawowe zasady, które powinny znaleźć się we wszystkich parkach tego typu:
1. Zwierzęta można karmić tylko i wyłącznie w klatce, do której wchodzimy. To my ludzie jesteśmy w zamknięciu, a zwierzęta na zewnątrz.
2. Nie dotykamy małp.
3. Nie patrzymy im w oczy, ani nie kucamy przy nich.
Dzięki tym prostym zasadom, wizyta w takim parku była przyjemnością, a nie odganianiem się od uporczywych małp, które za wszelką cenę chcą dostać od nas jedzenie. Były spokojne i nie atakowały ludzi.

Gdy napatrzyliśmy się na panoramę Kioto, weszliśmy do pomieszczenia, w którym można karmić makaki japońskie. Przy wejściu kupiliśmy pokarm za 100 JPY ( do wyboru: orzeszki ziemne, jabłka i banany) i zajęliśmy miejsce przy jednej z krat. Należy pamiętać, że jest całkowity zakaz karmienia małp innym jedzeniem niż ten sprzedawany na miejscu.

Małpki, wisząc na kratach przepychały się, walcząc o jedzenie. Najedzone zwierzęta, zeskakiwały i wbiegały do lasu. Przed wejściem do parku widnieją napisy, że po 16 godz. mały wracają do lasu i żeby spotkać zwierzęta, należy przychodzić znacznie wcześniej. Nam udało się zobaczyć ich całkiem sporo. Nawet Samuel nie przegapił spotkania z makakami, budząc się podczas karmienia.

Zejście z góry jest znacznie łatwiejsze i mniej męczące, dlatego po 15 minutach byliśmy już na dole.
Małpi Park czynny jest codziennie od 9:00 do 16:30. Bilet normalny 550 JPY, ulgowy 250 JPY.
Więcej informacji można znaleźć na stronie parku: http://monkeypark.jp

Zbliżała się pora obiadowa, więc kierując się za tłumem ludzi, przeszliśmy przez jeden z najbardziej znanych mostów w Japonii – most Togetsukyo. Istnieje w tym miejscu od ponad 1000 lat. Aktualny most pochodzi z 1934 r. Jest dobrym punktem, z którego można podziwiać rozkwitające kwiaty wiśni, rozciągające się nad rzeką Oi, lub jesienią gdy wzgórza nabierają złotego koloru. Po drugiej stronie mostu zaczynają się liczne knajpy i sklepy oraz rikszarze oferujący przejażdżkę po bambusowym lesie.

Weszliśmy do jednej z restauracji na pyszny udon (bulion z grubym makaronem), katsudon (ryż, a na nim jajko i kotlet schabowy), podawany z miso (przepyszny zdrowy bulion na bazie pasty miso) oraz curry udon (pikantna zupa z grubym makaronem i wołowiną). Chłopcom tak bardzo smakowało, że zostały same puste talerze. Najedzeni, udaliśmy się w stronę bambusowego lasu. Widok naprawdę piękny, nigdy nie mieliśmy okazji być w podobnym miejscu.

Masa komarów przyspieszyła nasz spacer po nim. Wokół lasu znajduje się pełno świątyń, my odwiedziliśmy jedną i zaczęliśmy się kierować w stronę dworca. Wybraliśmy drogę przez osiedle mieszkaniowe z pięknymi małymi domkami. Wiele z nich było bez płotów, z niezabezpieczonymi rowerami, sprzętami ogrodowymi, otwartymi garażami.

 

Powrót do domu trwał niecałe dwie godziny. Po drodz,e na dworcu w Osace, zjedliśmy koalicję w obawie, że chłopcy zasną podczas podróży. Jednak dzieci były tak podekscytowane wycieczką, że jeszcze długo bawiły się przed zaśnięciem.

Michalina Gwizdz

michalina@intheoutback.pl